Uwaga:
To nie jest artykuł ekspercki ani uporządkowany esej.
To zapis mojego sprzeciwu, gniewu i niezgody na coraz większe oddawanie sensu maszynom.
Zostawiam go w tej formie celowo.
Roboty pracują na liczbach. Spłaszczają wszystko do formatu ciągów cyferek, przepuszczają przez matematyczne wzory oparte na prawdopodobieństwie i konwertują z powrotem na tekst, obraz czy dźwięk.
Zero uczuć. Zero emocji. Tylko matematyka i petabajty danych.
AI „skomponuje” utwór na wzór Mozarta czy Chopina. Ale bez ich materiału źródłowego nic by nie powstało. Bezkrytycznie przyjmujemy papkę serwowaną przez czaty, bo jest smaczna i ładnie wygląda.
Czat mi oczko puścił. On jeden mnie rozumie…
Dążenie do pasji to odnajdywanie własnej drogi. To słuchanie uczuć. Oddanie się czemuś bez pamięci — ani terabajta.
Generatywna pasja?
Brzmi przerażająco.
Fabryka klonów z Gwiezdnych wojen. Klony powstałe na bazie człowieka, ale programowane do celu. Idealne. Bez osobowości, bez emocji. Oddając twórczość, kreatywność i pasję w ręce AI, chyba sami wyrzekamy się indywidualności.
Czy naprawdę chcemy zrezygnować z człowieczeństwa? Człowiek to błędy, impulsy, załamania. Ale też piękno, fizyczność, namiętność, pasja i wrażliwość. Spłaszczenie natury do sfery intelektualnej to jak dobrowolne przecięcie rdzenia kręgowego.
Po co mi odczucia z ciała?
Ciach — i z głowy.
Już nigdy nie poczuję bólu, oparzenia ani zimna. Ale też ciepła słońca czy delikatnego dotyku drugiej osoby. A mimo to coraz chętniej zastępujemy towarzystwo żywych istot kartami graficznymi i pamięciami półprzewodnikowymi splecionymi światłowodami.
Nie odpowiadam na pytanie.
Zadaję kolejne.